Главное меню
MOŁDAWIA: KRAJ, W KTÓRYM NIE MA NIC DO ZOBACZENIA... TU JEST PO PROSTU ŁADNIE.
 

W dniach 22-26 kwietnia 2016 miałem przyjemność odbyć podróż do Mołdawii. Zbyt wielu relacji z wyjazdów do tego kraju nie znalazłem, a te które są w sieci mają wydźwięk mało/umiarkowanie zachęcający. Ja tymczasem wszystkim myślącym o wybraniu się w tym kierunku powiem tak – warto! I to im szybciej tym lepiej. A dlaczego? O tym dalej.




















  Podróż: poleciałem tam samolotem linii lotniczej LOT. Bilety kupiłem w promocji kilka miesięcy temu (300 zł w dwie strony). Czas lotu to ok. 1.40 min. Atut – możność nadania 23 kg bagażu. To ważne, bo z Mołdawii nie można wrócić bez kilku butelek wina czy koniaku Kvint.

Lotnisko w Kiszyniowie, choć właśnie jest remontowane, to jakby skrzyżowanie naszego portu w Modlinie z dworcem PKS w Grójcu.
Ale już na dzień dobry widać, że jest to kraj, w którym panuje większy luz i swoboda. Po szybkiej odprawie pierwszy kontakt z cenami, a te są tam… zupełnie nielotniskowe! Poczynając od kanapek, ciastek, kawy po inne napoje – są nieprzyzwoicie niskie! Smaczne ciastko i filiżanka espresso to wydatek rzędu 8 PLN, kanapka 7 zł. Także w drodze powrotnej lotnisko miło zaskakuje – ceny alkoholu w strefie bezcłowej mają się nijak do tych na lotniskach unijnych – są rzeczywiście niskie! Kto nie zdąży wcześniej spokojnie może się zaopatrzyć w to i owo tuż przed odlotem.

Co ważne – i w pewnym sensie wprawia w osłupienie – kursy walut w lotniskowym kantorze są… znakomite! Spred jest absurdalnie niski (jak powiedział mi mój znajomy „w cywilizowanych krajach takie spredy nie występują”:). Nie jest też pobierana prowizja od wymiany (w sumie nie spotkałem się z pobieraniem prowizji w żadnym kantorze w Mołdawii).

Transport z lotniska do miasta: pod lotniskiem spokojnie stoją taksówki, a stawki za przejazdy do różnych miast podane są na umieszczonej przy postoju tablicy. Są niskie! Np. kurs do centrum – 100 lei (20 zł), do Tyraspola – 500 lei (100 zł), do Komratu – 600 lei (120 zł). Ale aby nie zawyżać kosztów podróży, a przy tym wczuwać się w klimat odwiedzanego kraju, do centrum miasta lepiej pojechać marszrutką (nr 165), która ma swój przystanek po prawej stronie od wyjścia z lotniska. Przejazd zajmuje ok. 20-30 min (zależy od korków), a koszt… to wprost urąga europejskim standardom:-) – bilet kosztuje 3 lei, czyli 60 groszy! (dla porównania bilet na przejazd metrem z lotniska w Atenach do centrum Aten kosztuje ca. 10 euro – czyli ponad 70 razy więcej:)
Marszrutka to osobowy bus – najczęściej Mercedes Sprinter, zwykle całkiem nowy.

Hotel: ja wybrałem Hotel Cosmos – wysoki, postradziecki gmach z lat 80-ych, z takimż wystrojem i zupgrade’owanym wyposażeniem pokoi. Wg mnie wart swojej ceny (100 zł za pokój ze śniadaniami). Hotel jest bardzo dobrze położony (do centrum 15 min. spacerem, na dworzec kolejowy 5 min. spacerem, w sąsiedztwie dwa duże supermarkety, przystanek marszurutek i trolejbusów pod hotelem) i oferuje w pakiecie bardzo smaczne śniadania.
Na szczególne słowa zasługują cudowne panie w recepcji. Są przemiłe, zawsze uśmiechnięte i bardzo pomocne. Rozmowa z nimi to istna przyjemność (języki: rumuński, rosyjski, angielski).

Co robić w Kiszyniowie?
Tak, jak jest to podkreślane w nielicznych dostępnych w sieci relacjach, Kiszyniów nie oczaruje nas jakimiś wybitnymi gmachami, dzielnicą rozrywki czy znanymi w świecie muzeami. Ale ma inne atuty. I tak ja już 3 godz. po przylocie gościłem w dostojnym gmachu wzniesionego w czasach sojuza Narodowego Teatru Opery i Baletu, w którym obejrzałem przedstawienie baletowe „Don Kichot”. Znakomity, prawie 3-godzinny spektakl, na który bilet kosztował 80 lei (16 zł!) zakończył się owacją publiczności na stojąco! Było super!
Wybierając się do Kiszyniowa sprawdźcie repertuar na: http://nationalopera.md a bilet możecie kupić w kasie teatru, przed spektaklem.

t: http://filarmonica.md/new/ Ceny biletów są równie symboliczne.

Miejscem, które mi bardzo przypadło do gustu i które odwiedzałem codziennie (nie tylko z racji tego, że okalało główny dworzec autobusowy) był kiszyniowski bazar. Jest ogromny i można na nim kupić wszystko. Jego forma bardzo przypomina nasz handel uliczny i targowiska z początku lat 90-ych (w sumie cała Mołdawia ma klimat mniej więcej taki, jaki mieliśmy u nas 20 lat temu). Ale wracając do bazaru – z ogromnej oferty jaką tam znajdziecie ja zwrócę uwagę na kilka kluczowych pozycji spożywczych:

Po pierwsze – wino! Tak – pyszne, lekkie, domowe wino (białe i czerwone) w butelkach PET (po wodzie mineralnej, po coli, etc:-). kosztuje tam tyle, ile… woda mineralna w supermarkecie! I mniej niż Coca Cola! Litrowa butelka wina to wydatek 10 lei (2 zł). Odpowiednio 0,5 l kosztuje 5 lei, a półtora litra 15 lei (pod wieczór nawet 12 lei:). Po tym odkryciu nie piłem tam nic innego (oprócz kawy czy herbaty do śniadania:). Dodam też, że w bazarowej ofercie jest też przemycany, tyraspolski spirytus – 35 lei za litr (czyli 7 zł) i samogon – 30 lei za litr (6 zł:). Wszystko stoi na widoku na straganach.

Po drugie niespotykana już w u nas ogromna oferta produktów nabiałowych domowej roboty. Sery kozie i krowie, twarogi, śmietany, mleko prosto od krowy/kozy – aż chce się jeść! I – na co zwrócił mi uwagę jeden ze sprzedawców – sery robi się tam tradycyjnie – z użyciem naturalnej podpuszczki, a nie takiej przemysłowej, proszkowej.

O robiących wrażenie sekcjach bazaru z kiełbasą i wędlinami, mięsem czy rybami (tak, tak, oferta ryb jest tam o niebo większa niż w Polsce; a pamiętajmy, że Mołdawia nie jest krajem nadmorskim:) nie będę pisał – to trzeba zobaczyć!

Po trzecie – kiszone warzywa i owoce. W Mołdawii można kupić nie tylko kapustę kiszoną i ogórki. Tam kisi się wszystko; są np. kiszone bakłażany, pomidory, jabłka, a nawet… całe arbuzy! Warto spróbować bo wszystko jest pyszne, naturalne i tanie! (kilogram koszonych, zielonych pomidorów kosztuje ok. 15 lei, tj. 3 zł).

Aha, jeszcze suszone śliwki. O ile u nas zwykle kupuje się je w małej paczce w markecie, o tyle tam są stragany z samymi suszonymi śliwkami. W ofercie są takie, śmakie i owakie, z pestką i bez. Najlepsze kosztują ok. 45 lei (9 zł) za kilogram i są… wyśmienite!
A skoro napisałem o słodkich śliwkach to wspomnę też o innych pysznościach dla łasuchów – na bazarze można kupić ciętą z bloków, znakomitą mołdawską chałwę (30-35 lei kg, tj. 6-7 zł/kg), a w sklepach z nabiałem (także w supermarketach) słodkie, zagęszczone mleko (‚sguszczionka’). Mmmm!:-)
Ważne – w Mołdawii turysta (jeszcze?) nie jest maszynką do wyciskania kasy. Bazarowi sprzedawcy nie windują cen ani nie próbują oskubać. Często wdają się w rozmowę (zdziwieni tym, że przyjechaliśmy do Mołdawii) i ochoczo dają skosztować oferowanego towaru.

Po wędrówce pośród bazarowych straganów można się zrelaksować spacerem po zacisznych, pełnych drzew uliczkach kiszyniowskiego śródmieścia albo odpoczynkiem w którymś z parków. Nawet główna ulica – coś jak nasza marszałkowska – tonie w zieleni drzew (po dwa szpalery rosną po obu stronach jezdni). Co rzuca się w oczy – pnie drzew, jak za dawnych czasów, malowane są biała farbą.

Spacerując po centrum zobaczycie mnóstwo kantorów, salonów gier i kasyn. Są tam dosłownie na każdym rogu.

W Kiszyniowie trzeba oczywiście zobaczyć Cerkiew Narodzenia Pańskiego przy głównym placu, Sobór św. Teodory z Sihli (pierwsza podlega patriarchatowi moskiewskiemu, drugi – bukaresztańskiemu), łuk tryumfalny i wznoszący się po drugiej stronie ulicy (Piața Marii Adunări Naționale) gmach rządu. W pobliżu jest też siedziba parlamentu i prezydenta (wyniosłe, współczesne budynki).

Rozpisałem się więc teraz już w skrócie:

Z Kiszyniowa można się wybrać na całodniową wycieczkę do Naddniestrza. Jedzie się marszrutką z głównego dworca autobusowego (tego otoczonego bazarem). Bilet do Tyraspola kosztuje ok. 40 lei (8 zł), a podróż trwa ok. 2-2,5 godz. (zależy od korków w mieście i kolejki na granicy).
Jadąc na jeden dzień na granicy, po okazaniu paszportu, dostaje się kwitek wjazdowy (jakby wiza, która wygląda jak paragon z kasy fiskalnej:), który potem trzeba okazać przy wyjeździe. Za kwitek nic się nie płaci. Jadąc tam na dłużej na posterunku granicznym trzeba podać adres, pod którym się zamieszka no i pamiętać o obowiązku zgłoszenia się do punktu meldunkowego.

W Tyraspolu warto zobaczyć główny plac miasta (de facto szeroka arteria) z czołgiem na postumencie i Leninem dumnie stojącym na cokole przed gmachem ichniejszego rządu. Generalnie jednak… nic tam nie ma do zobaczenia. Można jeszcze przespacerować się nad Dniestrem, zajrzeć na bazar oraz kupić jakiś koniak produkowany w znanej, tyraspolskiej fabryce Kvint (mają swój sklep firmowy, np. przy ulicy wiodącej na dworzec kolejowy/autobusowy).
W powrotnej drodze ja skusiłem się jeszcze na odwiedzenie twierdzy w przygranicznych Benderach (uwaga, cena biletu wstępu dla obcokrajowca jest wyższa; ja po rosyjsku powiedziałem, że „jaki ja obcokrajowiec?” i zapłaciłem jak lokales;-) Fajny jest też nieużywany już, ale wciąż otwarty, budynek dworca autobusowego. Wraz z szeroką drogą dojazdową i mozajką wewnątrz stanowi klasyczny przykład budownictwa socjalistycznego. W miasteczku właściwie nic więcej do zobaczenia nie ma. Tylko ten widoczny gołym okiem klimat dawnego (tu wciąż trwającego) sojuza.

Co wyróżnia Naddniestrze? Po pierwsze ów niewzruszony, sowiecki klimat – kraina ta jakby zatrzymała się we wczesnych latach 80-ych minionego wieku. Po drugie – własna flaga, herb i eksponowana co krok więź z Rosją (napisy, chorągiewki w samochodach, etc.). Po trzecie – waluta. Mają swoje ruble, niewymienialne w Mołdawii (uwaga: jadąc tam lepiej mieć na wymianę dolary niż euro; spred na euro wynosi ok. 10%!, a na dolary tyle co kot napłakał – 10 kopiejek). Ciekawostką walutowa jest to, że mają… plastikowe monety:-) Wymieniając walutę warto zwrócić uwagę na to, aby kilka rubli dostać ‚w plastiku’ – na pamiątkę. Co ciekawe – w małym Naddniestrzu, łatwiej niż Mołdawii, można spotkać żołnierzy. Najczęściej – rosyjskich. To ich posterunek uzbrojony w wóz pancerny strzeże wjazdu na most w Benderach.

Kursy walut w kantorach w Tyraspolu (23.04.2016):
usd (skup/sprzedaż): 11,25 / 11,35 rub
eur (skup/sprzedaż): 12,60 / 13,95 rub

Gdzie jeszcze pojechać z Kiszyniowa:

Orchej Stary (Orheiul Vechi) – niewielki ale ciekawy monastyr wykuty w skale nad rzeką Raut. Dojazd marszrutką z dworca gównego; koszt ok. 20 lei; czas podróży ok. 1 godz. Na miejscu zwiedzanie bezpłatne. W wiosce Butuceni fajna knajpka w urządzona starym domu (coś a la nasze Chłopskie Jadło). Można wstapić na obiad (ceny dla turystów ale i tak niższe niż w Polsce).

Cricova – miejscowość oddalona od Kiszyniowa o ok. 15 km na północny-wschód. Dojazd marszrutką za ok. 15 lei albo taksówką spod hotelu za ok. 100 lei (20 zł). Cricova to jedna z dwóch największych na świecie piwnic win. W miękkiej skale, która zalega pod miejscowością od 1952 roku drążone są tunele, w których leżakuje wino. Długość tuneli sięga obecnie wynosi ok. 120 km i przechowywanych w nich jest ok. 40 mln litrów wina. Zwiedzanie tego obiektu odbywa się z przewodnikiem a po tunelach jeździ się samochodem elektrycznym (jak Melex).
Cena biletu wstępu zależna jest od wybranego pakietu: samo zwiedzanie (ok. 1,5 godz.) kosztuje 150 lei. Lepsze warianty – z degustacją 2, 3, 5 wini przekąskami kosztują od ok. 300 do 900 lei za osobę. Ja wybrałem wariant najtańszy bo za te dodatkowe choćby 150 lei to można kupić sobie w sklepie albo na bazarze tyle wina, że ho ho!:-) A ponieważ stanowiłem grupę… jednoosobowa to miałem auto i przewodniczkę tylko dla siebie:-)
Uwaga: rezerwację zwiedzania trzeba zrobić najlepiej min. dzień wcześniej (panie w recepcji hotelu Cosmos zrobią to z przyjemnością). Jadąc w kilka osób warto wziąć taksówkę – bo zawiezie pod samą bramę i nie trzeba będzie drałować z miasteczka. Ponieważ w tunelach jest zimno koniecznie trzeba zabrać ze sobą ciepłe ubranie(!).

Inne pomysły na urozmaicenie sobie pobytu w pięknej, gościnnej Mołdawii:
– wycieczka do autonomicznej Gagauzji (stolica regionu – Komrat albo Comrat oddalona jest o ok. 150 km od Kiszyniowa)
– wycieczka koleją do rumuńskiego miasta Jassy (pociąg kursuje w pt, sob, niedz i pon; bilet w 1 klasie kosztuje ok. 180 lei w jedną stronę; podróż trwa ok. 4 godz. i odbywa się najnowocześniejszym mołdawskim pociągiem :-) Ceny biletów są tu: http://tracer.railway.md:10000/?lang=ro
a rozkład jazdy pociągów tu: http://www.railway.md/ Można rano wyjechać, spędzić w Jassy 6 godzin i wieczorem wrócić.
– wycieczka marszurutką do miasta Soroki (przy granicy z Ukrainą);
– wybranie się na mecz mołdawskiej ligi piłkarskiej (w Kiszyniowie mają 2 kluby: Dacia Chisinau i FC Zimbru)

Inne refleksje:
– Mołdawianie są mega serdeczni, uprzejmi i pomocni!!!
– śmiesznie niskie ceny transportu (bilet autobusowy/trolejbusowy – 2 lei, tj. 40 groszy) Opłaty za przejazd dokonuje się w autobusie/trolejbusie bileterowi w czasie jazdy; w marszrutce płaci na wejściu, podczas jazdy albo przy wysiadaniu. Standardem jest przekazywanie pieniędzy przez współpasażerów czy czekanie na wydanie reszty do końca podróży. To norma i oczywiste jest, że nikt tu nikogo nie oszuka ani nie zgarnie cudzych pieniędzy. Więc – bez obaw.
– tanie wina (zwłaszcza te domowe, dostępne na bazarach); warto spróbować zwłaszcza tych, które wytwarzane są z lokalnych szczepów win praktycznie niespotykanych poza Mołdawią.
– smaczna kuchnia (mamałyga ze śmietaną, serem i duszonym mięsem – obowiązkowo! Zupy: zeama, solanka, barszcz i ciorba – też!
– bardzo słaby stan wielu dróg (m.in. tej wiodącej do Naddniestrza), a styl jazdy niektórych kierowców czasem przypomina Bliski Wschód (ale nie żebym czuł niebezpieczeństwo:)
– 1 mołdawski lei to 100 bani. Z uwagi na żadną wartość owych bani ludzie w sklepach często nie zabierają reszty:-)
– pensje w Mołdawii są bardzo niskie (średnia ok. 150 euro/mies.), a ceny wielu artykułów podobne jak u nas. Warto o tym pamiętać, nie sknerzyć na wszystkim i czasem dać im zarobić, zostawić napiwek, itd.

Gdzie się stołować w Kiszyniowie?
Jeśli ktoś chce zjeść smacznie i tanio to polecam małe budki z jedzeniem i bary szybkiej obsługi/bistro (często na poziomie -1) na terenie bazaru. Tradycyjna zupa (np. borś – ale nie chodzi o barszcz, jaki jadamy w Polsce) kosztuje 10 lei (2 zł), drugie danie zjemy za ok. 40-50 lei (8-10 zł).

Kto chce zjeść pyszne, tradycyjne dania kuchni mołdawskiej w bardzo fajnej restauracji (a nie w sieciówce „Placinte”) koniecznie musi odwiedzić „Bar 513” przy ul. Eminescu 56 (samo centrum, 15 min. spacerem z hotelu Cosmos, wejście zupełnie niepozorne). Jedzenie jest tam oczywiście droższe niż w bazarowej budce (jednak i tak tańsze niż u nas) ale… no palce lizać! Lokalne piwo Litr (to nazwa, a nie sugerowana wielkość spożycia:-) albo któreś z mołdawskich win, np. doskonałe Purcari 1827 Pinot Noir, którego butelka kosztuje tam 180 lei tj. 36 zł (cena w sklepie ok. 120 lei, tj. 24 zł) stanowić będą doskonały dodatek. (jakaś fajna restauracja jest też za rogiem tego budynku ale nie zdążyłem w niej zagościć).

Kursy walut w kantorach w Kiszyniowie (23.04.2016):
USD (skup/sprzedaż): 19,65 / 19,73 lei
eur (skup/sprzedaż): 22,12 / 22,16 lei
chf (skup/sprzedaż): 20,10 / 20,35

Cena placinki (pierógów z mięsem, serem, pieczenią albo ziemniakami) na bazarowym straganie wynosi od 3,50 do 10 lei (od 70 gr do 2 zł). Są one smaczną przekąską podczas spaceru, a mogą też być śniadaniem czy posiłkiem zabieranym w podróż.

To z grubsza tyle :-) Jedźcie tam, bo warto. Za jakiś czas, jak Mołdawia (jak zmienią rząd?) zacznie gonić Europę, ten klimat zacznie znikać. I ceny pewnie będą rosnąć. Dziś jest tam tanio jak chyba już nigdzie w Europie.

Marcin (http://www.winnicemoldawii.pl/podrozujac-do-moldawii/)